„ist Anny Jagiellonki do Rady Miejskiej Gdańska wyciągnąłem z Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Gdańsku. Na chybił trafił, wszak w historii nie ma przypadków. Gdy się szpera w gdańskim archiwum, co rusz szeleszczą pergaminy z pieczęciami Piastów, Jagiellonów, Wazów i Sasów, Sobieskich i Poniatowskich. Królewska korespondencja z Gdańskiem obejmuje ponad pięć tysięcy listów. Dotyczy polityki i gospodarki, handlu i żeglugi, kultury i sztuki, dyplomacji i... Bóg raczy wiedzieć czego, jako że wiele listów kończy się pobożnym życzeniem, a treść ma sekretną. Wszystkie dowodzą ogromnej roli, jaką morska stolica odgrywała w życiu kraju.
Osobliwością archiwów jest to, że zbiory mierzy się tu nie na tomy, nie na tony, lecz na... kilometry. Najmniejszą miarą jest metr bieżący. Po prostu mierzy się długość regałów szczelnie wypełnionych aktami. Gdańskie archiwum liczy mniej więcej dziesięć kilometrów dokumentów. Mniej więcej to znaczy
mniej o 405 skrzyń, które wywieźli stąd Prusacy w 1918 roku. Że zawierały one dowody polskości pomorskiej ziemi, nie ma oo wyjaśniać. Warto natomiast przypomnieć, że dokumenty te dotąd do Gdańska nie wróciły;
więcej o dziesięć wagonów, które wywieźli stąd hitlerowcy w 1945 roku. Tym razem grabież się nie udała, mimo że akta ukryto w sztolniach nieczynnej kopalni soli w Goslar na terenie obecnej Niemieckiej Republiki Federalnej. Zostały tam odnalezione tuż po zakończeniu wojny i w ramach rewindykacji odesłane do Gdańska.“(15)
<<<< Czombe spostrzegłszy że rząd
| - Rozebrał się i położył >>>>
Ubrania piłkarskie |ubezpieczenia kraków |botox kraków